| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
statystyka
Gdybym umiała kłamać, byłabym bardziej prawdopodobna.
czwartek, 05 stycznia 2012
Jest na krzywej wznoszącej. I to wciąż nie koniec.
Dziwny stan, bo przecież jednocześnie wypatruje skąd nadejdzie pierwszy cios. Nigdy o tym nie zapomina. 
Ale nie ma w tym goryczy.

Nie wierzy w szczęście. Nie wierzy w jego stałość.
I może dzięki temu tak głęboko je czuje. Może dlatego tak je kocha. Może właśnie to ją upaja.
20:56, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 grudnia 2011
Dyjak - krew, żółć i łzy
Dziś usłyszałam naprawdę. Zharatany wódą głos mówił o nowej płycie.
Kupił mnie z miejsca. Zapłacił słoną szczerością, pochyleniem głowy, drżącymi dłońmi.

Nie trzeba było go widzieć, żeby wiedzieć jak źle wygląda.

Gdyby żył w równiutkich ramkach stabilizacja, czy jego głos miałby tak samo rozpalone purpurą palce? Czy tak samo rwałby, szarpał na strzępy to, co czujesz?

Słyszę w nim tę samą głuchą rozpacz, która czasem zatruwa moje noce. Tę samą, którą ojciec miał we krwi, którą tak bardzo chciał utopić, ale ona od wódki tylko rosła. 

Słyszę ją.

22:11, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 listopada 2011
Poza światem
Nic się dziś nie stało. I zapewne tak zostanie.
A więc ten wpis
panie X
jest całkiem nieuprawniony.

Jest na złość panu od niezamierzonych afrontów, od policzków, które rozdaje zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, od słodkich, niezapomnianych, objęć bez wartości, bo powiedział dziś, coś, co sprawia, że łzy gwałcą powieki, choć nie odezwał się nawet słowem. 

Znowu po głowie bije jak mantra: osobno, oddzielnie, poza światem.

Więc jest dziś imbirowe piwo, LP3 i może uda się bez łez. To ważne: trzeba dziś inaczej, twardo jak topola, niewrażliwie jak SS w szczycie manii, trzeba niezachwianie zaprzeczać, jak Magda, do samego końca.

Ten wpis jest całkiem nieuprawniony, panie X.
Bo nic się dzisiaj nie stało.
Nic.
21:14, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011
Bez rozpoznania
Jak znaleźć sposób? Jak przestać się zadręczać, nie myśleć o trzech literach, nie rozważać najczarniejszych scenariuszy? 
Jeszcze nic nie wiadomo, nie ogłoszono wyroku, nawet nie rozpoczęto rozprawy. Wiadomo tylko, że musi się odbyć. 

Chcę to mieć za sobą. Wiedzieć. Chcę znać prawdę bez względu na wszystko. Nie karmcie mnie nadzieją, bo nie wierzę jej za grosz. 
Jeżeli nie ma szans, jeżeli klamka zapadła, muszę to wiedzieć. 

Jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Trzeba zadbać o M-ki. O to, żeby dały sobie radę. Na to musi się znaleźć czas. Bez względu na wszystko. 

To raczej żaden drobiazg. Ale wcale nie musi się skończyć źle. Może za pół roku będzie po sprawie? 

Zawsze tak bardzo chciałam wierzyć, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swój los. Miałam jednak wystarczająco wiele rozumu, żeby sobie na to nie pozwolić. Przynajmniej uniknę najbardziej bezsensownego pytania na świecie: "dlaczego ja?" A dlaczego nie?

Wiem, wiem... To może nic groźnego, a ja tylko panikuję, bo wciąż jeszcze w uszach mi brzmi "tego się będę trzymać" Magdy. Ale nic nie poradzę. 

Będzie mi potem wstyd. Będę się cholernie wstydzić tego wpisu, kiedy się okaże, że to jakaś bakteria, którą się da wybić serią antybiotyków, albo nieco uciążliwy defekt, który wyeliminuje się za pomocą jednej operacji. 
Ale nie usunę go. 
Będzie mi przypominał, jak bardzo los nie lubi, kiedy się go bierze za nudziarza.

Boję się. 
Nie o siebie. Pal sześć mnie i moje głupie życie. 
Boję się o M-ki.

Boję się.
Nie. Wcale się kurwa nie boję.

Umieram ze strachu.
19:52, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2011
Piękny dzień. Cichy, słoneczny, ciepły. I ta orgia kolorów. 
Wieczorem wszystko jest szare a każdy grób zimny.
Wszystko było jak należy.

Nic nie można zrobić. Jesteśmy niczym. A Magdy już nie ma.

Nie ma.
19:59, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 października 2011
Boję się jutra. 
Trzeba będzie spojrzeć w twarz A. I jej matce. 
A przede wszystkim dzieciom... Czy zabiorą dzieci??? Boże... czy wezmą na pogrzeb dzieci???

Śmierć zawsze uderza najmocniej tych, którzy zostają. 
krew zastyga w żyłach na myśl o tym, że Nika będzie dorastać bez Niej. Ma 8 lat. 8 lat...

Bóg - jeśli jest - jest potworem. 
21:28, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 października 2011
Kiedy patrzyłam na nią wtedy, wciąż jeszcze myślałam... miałam nadzieję, że się wykaraska. Chociaż.... była zmęczona. Lewa ręka od samego barku po końce palców opuchnięta i bolesna. Trzymała ją delikatnie zgiętą na poduszce. 

Poza tym wszystko jak zawsze. Ten sam, szeroki uśmiech. Kroiła ciasto i zjadała okruchy, które spadły na kuchenny blat. 
Tak samo szybko wyrzucane słowa. "No dobra dzieciaki, dziś świętujemy, możecie napić się coli, kto chce?!"
Ten sam, trochę chaotyczny styl opowiadania, suto okraszony łaciną. Wciąż tyle się przecież działo. Dzieci rosły. Niki w tym roku do komunii. Teraz to  jeszcze tylko katechezy. Nie było  jeszcze nawet spotkania.  "Na razie się nie martwię, przecież będzie dobrze. Wszystko pięknie urządzimy, będziesz miała śliczną sukienkę, Niki". 

Adi jeszcze w przedszkolu, za rok do zerówki, chociaż mówi, że chciałby już. "Niech się bawi, póki może. Wolałam odwlec tę zerówkę jeszcze rok. Przecież jeszcze nie umieram, do cholery".

W firmie, jak to w firmie: trochę sukcesów, trochę kłopotów. "Teraz ciągnie to głównie A. bo ja nie bardzo mogę, czasem tylko w urzędach coś pozałatwiam, bo lepiej mi z ludźmi idzie. A. jest bardziej techniczny". 

A. jest super. "W poniedziałek, po szpitalu, poszliśmy na Starówkę. Taki był piękny dzień". 

Ale za dwa dni szpital. Znowu kryzys, kolejna chemia. Która to już? Piąta? Siódma? 

Dwa tygodnie temu węzły chłonne wielkie jak pięści. Mówiła, że "to pewnie po tej ostatniej infekcji, w końcu organizm jest osłabiony. Tego się będę trzymać".

Kilka dni temu myślałam o niej... Że zawsze lubiła Wszystkich Świętych, bo ma wtedy urodziny. Czy przyjedzie na grób ojca, czy spotkamy się na cmentarzu. Czy nie będzie myśleć, że za rok może jej będą palić znicze.

Nie przyjedzie. Umarła wczoraj wieczorem. 
We wtorek skończyłaby 37 lat.
21:21, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011
Jeszcze tańczy.

Choć nogi coraz cięższe, uśmiech nieco przybladły, a niewidzialne supełki ściągają delikatną skórę w kącikach oczu coraz gęściej.
Ale muzyka wciąż tętni, wciąż pod sufit wzbija się wibrujący śmiech i głowa nadal pijana dzikim ogniem.

Jeszcze chwilę, może to już ostatnia, niech nie ukradnie jej rozsądek, nie pozwoli mu na to. Śmieje się, śmieje się głośno, kąpie się w bezwstydnej, nieopanowanej radości. 

Zachowa tę chwilę na jutro, zimne jutro, gdy wyjdzie w lepką mgłę świtu, kryjąc w zwojach szala motyle.
20:48, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 września 2011
Sama
Przygotuj herbatę z sokiem. Niech będzie imbirowy. Zasuń rolety, schowaj się. Usiądź w fotelu, w ciszy, okryj się kocem, rozgrzej zmarznięte dłonie, ucisz ten podły wiatr w duszy.

Przyłóż dłoń do policzka, zamknij oczy i wyobraź sobie, że masz kogoś przy sobie. 

Postaraj się dobrze, musisz uwierzyć w to kłamstwo. Inaczej będzie zbyt trudno, nie zdołasz wstać, iść w kolejny dzień, a przecież nie zrobiłaś jeszcze wszystkiego. Nie wycofasz się teraz, bo to kosztowałoby zbyt wiele. Nie ciebie,.ale tych, których tak nieroztropnie pozwoliłaś sobie pokochać. Będą wyrzutem sumienia. Nie pozwolą  ci odejść. Musisz o nich zadbać, bo inaczej oni kiedyś też będą musieli sami zrobić sobie herbatę. 
20:37, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
Różaniec pożegnań
Opuszki palców badają kolejny koralik, pięćdziesiąty, albo pięćsetny z rzędu, przesuwają go delikatnie na szorstkim, poszarpanym sznurku dalej, w strefę wspomnień. Wiele z nich juz prawie zapomniała: koniec szkoły, dzieciństwa, ognisk, weekendowych tańców przy zdezelowanym kaseciaku, nocnych spacerów, długich rozmów.

Niektóre niezwykle gładko przeszły do historii i leżą na swoim zakurzonym miejscu, nie domagając się nawet cienia uwagi. Dobrze im samym ze sobą. Zrobiły swoje, niczego więcej im nie trzeba.
Inne nadal tępo patrzą w życie, wciąż czepiając się złudzeń, że jeszcze coś znaczą, że jeszcze nie wszystko przepadło.

Ten jest trudniejszy niż większość, ale bez obaw: jest jeszcze wiele niespodzianek. Nie ominiesz żadnej, a każda kolejna będzie cięższa, każda zrani cię mocniej, zabierze więcej.

Aż wreszcie nie zostanie nic.
Przesuną cię na szorstkim, poszarpanym sznurku dalej, w strefę bezpamięci.

Żeby tylko nie czekać zbyt długo. 

20:35, taxusbaccata
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37